Obojowa wiosna – relacja z trzech wydarzeń

Maj 6, 2012

W ciągu jednego miesiąca wziąłem udział w trzech wydarzeniach związanych z obojem i w związku z tym chciałem się z Wami podzielić swoimi spostrzeżeniami, ale najpierw skrótowo chcę zdać relację z wydarzeń.

Pierwszym był jubileusz prof. Stanisława Malikowskiego, który odbył się 26 marca b.r. na Uniwersytecie Muzycznym im. F. Chopina w Warszawie. To już drugi jubileusz Profesora, w którym miałem zaszczyt uczestniczyć. Podczas poprzedniego byłem jeszcze młodym studentem w/w uczelni. Muszę przyznać, że ten sprzed 10 lat był skromniejszy, jeśli chodzi o oprawę, natomiast wtedy jeszcze mieliśmy okazję posłuchać profesora jak razem z Janem Staniendą wykonał podwójny koncert Bacha. Tegoroczny jubileusz organizował Tytus Wojnowicz i trzeba mu przyznać, że udało mu się wszystko. Koncert był naprawdę wspaniały, dowód tego znajduje się w fonotece UMFC. Można było posłuchać wszystkich barw instrumentu, od baroku, przez klasykę, po Brittena. Jako ostatni utwór na koncercie zabrzmiała kompozycja Oboeada Malikianum na chór obojów, stworzona specjalnie na tą okazję przez Piotra Wróbla.
Pomiędzy utworami Tytus Wojnowicz wraz z Romualdem Gołębiowskim zabawnie przybliżyli biografię Profesora ilustrując ją projekcją zdjęć. Reasumując, impreza była wyjątkowa, gdyż dla wielu uczestników studia w klasie Profesora to był decydujący okres w ich życiu, tak więc wszyscy wraz z jubilatem przeżywali ponownie te wzruszające chwile. Po koncercie równie dobrze wszyscy bawili się na przyjęciu, gdzie można było wspólnie powspominać i pośmiać się.

Niecały tydzień później,  1 kwietnia, udałem się na Konferencję Obojową w Katowicach. Duże wrażenie zrobił na mnie wspaniale wyremontowany budynek Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego. Miałem okazję uczestniczyć tylko jeden dzień i był to drugi – końcowy dzień konferencji. Podczas tego dnia miałem okazję posłuchać kursu Petera Tavernaro dla uczniów szkół średnich, oraz jego wykładu, a także koncertu zamykającego imprezę. Udało mi się też przeprowadzić po raz pierwszy poza moją Alma Mater autorski wykład dot. wykorzystania nowoczesnej technologii w ćwiczeniu na oboju.
Impreza była doskonale zorganizowana, uczestniczyli w niej też kursanci zagraniczni, co świadczy o prestiżu tego wydarzenia. Bardzo cenna była dla mnie rozmowa z prof. Tomaszem Miczką, aktualnym Rektorem uczelni. Miałem też fantastyczną okazję by znowu się spotkać i porozmawiać z moim profesorem – Sylwestrem Sobolą.

26 kwietnia zawitałem w Zielonej Górze, gdzie dzień później mogłem przedstawić ponownie mój wykład. Wcześniej miałem okazję posłuchać kursu prowadzonego przez Christopha Hartmanna, oboistę Berliner Philharmoniker. Wieczorem Christoph Hartmann zagrał wraz z orkiestrą Filharmonii Zielonogórskiej koncert obojowy Mozarta.
W Zielonej Górze zaskoczyła mnie doskonała organizacja imprezy oraz rozmach z jakim została przygotowana. Podczas imprezy panowała fantastyczna atmosfera wśród kursantów. Z Zielonej Góry też musiałem uciekać po jednym dniu, ale podejrzewam, że dalszy ciąg kursu był równie ciekawy i inspirujący.

Po tej skrótowej relacji chcę się podzielić kilkoma spostrzeżeniami, którym będzie przyświecać jedna myśl przewodnia. Po pierwsze wszystkie imprezy były bardzo dobrze zorganizowane. Widać było, to cieszy, gdyż w poczuciu potężnego chaosu panującego w naszym kraju podczas organizacji największej w historii imprezy sportowej, nasza nisza ma się całkiem nieźle. Co więcej, bardzo miłym akcentem jest to, że zarówno starsze pokolenie jak i to młode, doskonale razem współpracują, wspierają się i co najważniejsze – szanują.
Podczas każdej z tych imprez panowała atmosfera ogólnej przyjaźni. To również bardzo cieszy, gdyż konkurencja na rynku pracy jest ogromna, wynagrodzenia nie powalają na kolana, wszystko to może powodować frustrację a co dalej z tego wynika, wiadomo. Jednak widać, że Ci wszyscy, którzy uczestniczyli w tych wydarzeniach mają zdrowe podejście i co najważniejsze mają pasję, którą chcą się dzielić i razem cieszyć. To jest bardzo dobry fundament, który najprawdopodobniej przyczynia się do tego, że organizacja  tych wydarzeń była bezbłędna. Każdy włożył swoją cegiełkę zaangażowania, co dało tak dobry efekt. Tutaj należą się brawa wszystkim, którzy pracowali przy organizowaniu, gdyż granie na instrumencie to jest fantastyczna rzecz, ale w każdym zawodzie oprócz tego najważniejszego elementu produkcyjnego jest masa pracy organizacyjnej, którą ktoś przecież musi wykonać. W niedużych firmach taką pracą zajmują się ci sami, którzy robią też ten najważniejszy element.
Jak wspomniałem atmosfera wspaniała, organizacja doskonała, tak więc… nie ma powodów do kompleksów. Potrafimy przygotować tak fantastyczne wydarzenia, tylko to czego mi na nich zabrakło najbardziej to….polski obój. Podczas jubileuszu, który jest bezdyskusyjnie wydarzeniem powiązanym z historią polskiego oboju, przez samą osobę Profesora, ten brak był najmniej odczuwalny. Natomiast kursy prowadzone przez zagranicznych pedagogów, studenci grają utwory zagraniczne. Jedna kursantka w Zielonej Górze pokusiła się o wykonywanie utworu Grażyny Bacewicz – brawo! [ pozdrawiam 🙂 ] Dlaczego wszyscy ciągle chcą grać w kółko te same osłuchane kompozycje zagranicznych kompozytorów. Poulenc, Saint-Saëns, Schumann, Bozza, itd. I dlaczego wszyscy powtarzają, że zagraniczni wykładowcy mają inne podejście? Równie celne uwagi, jakie dawał Christoph Hartmann słyszałem podczas zajęć z Tytusem Wojnowiczem, podejście też było inspirujące, trudno napisać, że takie samo, ale śmiało można powiedzieć, że różniło się ono od podejścia innych moich pedagogów. Mam wrażenie, że w ogólnym entuzjazmie związanym z „zagranicą” tracimy poczucie własnej wartości. Kurs obojowy może być dobry z polskim pedagogiem, utwór polskiego kompozytora może być ciekawy, wymagający i po prostu piękny. Cudze chwalicie, swojego nie znacie. Dlaczego tak rzadko grywa się polskie kompozycje. Apeluję do wszystkich – walczmy o to, aby nasza literatura była rozpoznawalna. Nauczyciele, wybierajcie utwory dla swoich uczniów także polskie. Nie będę więcej się rozpisywał w tym temacie. Sam pamiętam, że za Lutosławskiego chwytali wszyscy tylko jak był w programie do Łodzi. Smutne.
Kolejna sprawa to stroiki. Okazuje się, że bardzo mało studentów robi samodzielnie stroiki. Nie mam nic przeciwko kupowaniu, ale mam przeciwko temu, żeby oboista nie umiał sam zrobić stroika. Sam kupowałem i do tej pory kupuję różne stroiki, ale najczęściej po to, aby podpatrzeć jak są zrobione. Drodzy studenci i uczniowie, życie jest prostsze kiedy potrafimy sobie samodzielnie strugać stroiki. Podczas zajęć w Katowicach czy w Zielonej Górze nikt nie biegał z nożem, nikt nie pytał się nikogo o języczek, itd. Może jestem staroświecki, ale jednak za moich czasów wszyscy coś tam skrobali. Lepiej, gorzej, jak nie było na czym zagrać to czasem profesor albo kolega poratował, ale każdy potrafił sobie coś przygotować. Nie lekceważcie tego, to jest bardzo istotny element warsztatu i własnego stylu gry.

Na zakończenie chciałem dodać, że rozpocząłem akcję inicjującą zawiązanie Stowarzyszenia Polskich Oboistów. Wszystkie osoby, z którymi rozmawiałem wykazały zainteresowanie tym tematem. Ponieważ nie chcę, zostać osądzonym o wykluczanie kogokolwiek z powoływania tego ciała, to na łamach serwisu obwieszczam to publicznie.
W skróconej formie przedstawiam cele i działania jakimi miałoby się zajmować w/w stowarzyszenie. Po pierwsze to promocja polskiego oboju, poprzez pracę archiwistyczną, redakcyjną i wydawniczą zarówno w zakresie tekstów, nut oraz audio-wideo. Drugi element to działalność impresaryjna w zakresie organizacji wydarzeń kulturalnych, m.in. corocznego zjazdu, na wzór imprezy organizowanej przez International Double Reed Society.
Jeżeli jesteście zainteresowani tworzeniem naszego stowarzyszenia to proszę o kontakt, pracy jest dużo, ale każdy może włożyć swoją małą cegiełkę, dzięki której stworzymy nowe możliwości dla wszystkich.

Przemysław Danowski

P.S. Chciałem podziękować wszystkim za zaproszenia na opisane powyżej wydarzenia, a także pozdrowić wszystkie osoby z którymi miałem okazję się spotkać. Jesteście niezwykli 🙂 Bardzo mnie urzekli przyjaciele z Czech, którzy pojawili się na konferencji w Katowicach, którzy powiedzieli: „my znamy tvoja stranku”. Pozdrawiam serdecznie!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: