Ramboe

Październik 18, 2014

Mam obojowe wyrzuty sumienia. Powód jest oczywisty – publikacje na tej stronie pojawiają się z częstotliwością niższą niż zwycięstwa polskiej reprezentacji w piłkę nożną. To ewidentny znak, że nie jest dobrze. Z drugiej strony nie ma powodu, żeby każdy artykuł pojawiający się tutaj był wyłącznie czysto obojowy. Co więcej, niedawno doszedłem do wniosku, że może i warto popisać o tym i o owym zbaczając z obojowej ścieżki. Rezultat będzie następujący: czy chcecie czy nie, postanowiłem trochę popisać i to tutaj publikować.

Z zamiłowania jestem osobą angażującą się w lokalne inicjatywy. Można by rzec „społecznik”, ale bardzo nie lubię tego słowa (kojarzy mi się z PRL, Tworkami i innymi cudami). W związku z powyższym bardzo cenię sobie wszelkie osoby, które odnoszą sukcesy w działaniach organizacyjnych.Wielokrotnie w swoim życiu odczuwałem opór ludzki i administracyjny przy przeróżnych inicjatywach. Zanim przeskoczy się przez niewidzialną ścianę, wiele razy wpada się na nią z całym impetem swojego entuzjazmu. Łatwo wtedy powiedzieć sobie: „a po co mi to wszystko” i grzecznie wrócić na swoje miejsce. Jednak znajdują się co jakiś czas śmiałkowie, niepokorni, którzy nie przejmują się tymi upadkami. Wtedy okazuje się, że można. I z zewnątrz wygląda to jakby w zasadzie to było łatwe, proste i przyjemne. I że „ja też tak mógłbym, jakbym chciał”. Niestety prawda jest taka, że do tego trzeba być zawodnikiem wagi ciężkiej, społecznym komandosem.

Miałem okazję oglądać takiego Rambo (Michał – pozdrawiam!) z bliska, tego lata, kiedy to na zielonych wzgórzach zachodniej Polski odbywały się warsztaty dla instrumentalistów zwane IOM. I tutaj dla kontrastu wizja z drugiej strony lustra – jak łatwo w mieście takim jak Zielona Góra oddać się rozkosznemu lenistwu przesiadywania w ogródkach piwnych? Zamiast dzwonić po ludziach, składać podania, pisać wnioski, organizować działania PRowe, ustalać, dzwonić, mailować i biegać, jeździć, chodzić… Kto tego nie robił ten nie wie jak to smakuje.

Jako uczestnik IOM miałem poczucie, że biorę udział w projekcie elitarnym. Wszystko było zorganizowane na najwyższym poziomie. Zajęcia odbywały się zgodnie z planem, w doskonałych warunkach. Program był atrakcyjny i dobrze wyważony: kursy, wykłady, koncerty i integracja. W ten sposób powstaje na naszych oczach marka, zbudowana przez grupę entuzjastów, wypracowana na bazie własnych doświadczeń, sukcesów ale też i błędów. Zorganizowanie takiego zdarzenia nie z ramienia instytucji, takiej jak np. uczelnia, tylko na bazie własnej organizacji jest nieporównywalnie trudniejsze. Wyrazy uznania dla takich osób, którym się chce.

Przed samym wyjazdem z Zielonej Góry postanowiłem nabyć wyrób lokalnych winnic. Na poszukiwania poświęciłem dwie godziny i ostatecznie znalazłem, w restauracji znajdującej się w budynku Palmiarni, jedną butelkę za drobne 80 zł. Nigdzie indziej nie można było kupić słynnego lubuskiego wyrobu. O co chodzi? Nikt nie mógł mi wyjaśnić, coś ktoś wspomniał o regulacja unijnych, zastrzeżonych produktach regionalnych, itp. Nie wiem jaka tajemnica za tym stoi, ale w moim „normalnym” świecie, w stolicy województwa lubuskiego, na każdym rogu mogę kupić regionalne wino w niewygórowanej cenie. Inne moje spostrzeżenie było takie, że Zielona Góra wygląda na miasto bardzo wyludnione. Piękne zabytkowe kamienice, przemili bezproblemowi ludzie, fantastyczny klimat, ale ulice w letnie weekendowe wieczory były puste.

I wy wiecie czyja to robota. Tych, którym się nie chce (chociaż udają, że jest odwrotnie). Oni najgłośniej krzyczą, że zrobią ale później okazuje się, że owszem zrobią, ale tylko dla siebie. A robią tylko za wasze. No i zawsze muszą wciągnąć swoich.

Dla siebie – ze swoimi – za wasze.

Niedługo 16 listopada. Jeśli wiecie co będzie tego dnia, oprócz rocznicy urodzin Hindemitha, to mam prośbę. Zastanówcie się czy znacie jakiegoś Rambo, któremu się chce i sprawdźcie czy przypadkiem go nie ma na lokalnych listach. Nie ważne czy będzie z prawej, lewej, z góry czy z dołu. Zobaczcie, czy jest ktoś komu zależy, kto dba, kto coś zrobił i to za swoje a nie za wasze. Ktoś z kim możesz porozmawiać, kto nie ma fanpage’a na FB prowadzonego przez pseudozawodowców od PR. Tylko tacy ludzie są nam potrzebni.

P.S.: 11 listopada będzie coroczna szopka w wykonaniu władz, telewizji, policji, meneli i degeneratów. Proponuję od tego dnia włącznie nie włączać telewizora, radia, nie czytać portali informacyjnych. Wstrzemięźliwość utrzymać do 16 listopada. Potem można spuścić wodę mocno pociągając za spłuczkę.

FORZA RAMBO!

Reklamy

Komentarzy 6 to “Ramboe”


  1. >>Co więcej, niedawno doszedłem do wniosku, że może i warto popisać o tym i o owym zbaczając z obojowej ścieżki. Rezultat będzie następujący: czy chcecie czy nie, postanowiłem trochę popisać i to tutaj publikować.<<

    Jedno złośliwe pytanie: co ta wiadomość robi na stronie o nazwie "Polski Serwis Internetowy dla Oboistów. Obój w Polsce i na świecie."

  2. pd Says:

    Mam taki niebywały komfort, że serwis jest mój i sam decyduję o tym co na nim się pojawi.

    A wpis w pewnym stopniu jest związany z obojem (IOM).

    Może następnym razem będę zaznaczał tego typu wpisy w tytule aby każdy mógł zdecydować czy chce czytać moje wynurzenia czy nie.


  3. Dzięki pięknie za tak miłe słowa pod adresem IOM – w imieniu organizatorów całego zamieszania dziękuje raz jeszcze!

    Trudno zbudować coś, jeszcze trudniej utrzymać poziom organizacyjny i artystyczny imprezy stricte ,,obojowej,, – a post chyba na temat skoro opisuje jedną z najważniejszych imprez obojowych? 😉

    pozdrawiam 🙂

  4. jarek Says:

    Przekornie powiem, Doktorów Judymów nam trzeba (dobre bo polskie), a nie Rambo z importu 😉

    IOM, które znam ze słyszenia – mimo wszystko jest wydarzeniem zorganizowanym przez pasjonatów dla pasjonatów, jak tych biorących pasjonatów zabraknie, to dający zostaną w próżni.

    Z drugiej strony, nie do końca jestem przekonany, że to tylko kwestia twórców życia politycznego i kulturalnego, oni są tacy jakimi rodzi i tworzy ich społeczeństwo. Jeżeli społeczeństwo ma „w nosie” wybory, czyli wybiera A bo nie lubi B (czyli na złość komuś) lub wybiera C (czyli nie idzie na wybory) bo to nic nie zmieni lub wybiera D (bo ma wizje ze tylko D i tylko D, bez merytorycznej analizy programu i osoby)… Przed laty zdziwiłem się, że za granicą rozmawia się o polityce w jednym kontekście… „jakie będziemy płacili podatki”, u nas natomiast o kolorach „żółtym, zielonym, niebieskim i czerwonym” a na podatki się tylko narzeka 😀

    Obserwuję to co się teraz dzieje w muzycznej Polsce, z jednej strony można mówić o eksplozji kultury, w takich Katowicach, będą trzy super sale koncertowe czyli: Akademia, Filharmonia i NOSPR. Można powiedzieć ideał… równocześnie prawie każde filharmoniczne miasto buduje nowe sale.

    Obecnie łatwo jest uzyskać środki, o które kiedyś było trudno. Ale czy potem, kiedy budowa będzie już zrealizowana, to da się te trzy sale zapełnić i uczynić w miarę biznesowo opłacalnymi – zawsze będzie je trzeba dotować, oby tylko w 50%. Przecież bieżące remonty to ogromne koszty.

    Z trzeciej strony, szkolnictwo muzyczne najniższego szczebla dotyka największe cięcie środków i sposobów nauczania. Już niedługo kształcenie instrumentalisty będzie (godzinowo) na niższym poziomie niż w PRL’u. Ale to w jakimś stopniu przejaw normalności. W końcu w wielu krajach europejskich, prywatne lekcje są sposobem na dobre przygotowanie do studiów mistrzowskich. Równocześnie kultura muzyczna w społeczeństwie raczej nie opiera się na świadomości chorału gregoriańskiego, radości renesansowej i barokowym czy też klasycznym pochodzie akordowym. Można raczej odnieść wrażenie, że do klasyki przenika biznesowe podejście… nagranie i wykonanie musi być sprzedawalne, a nie aż tak bardzo autorskie. Prawa rynku – jeśli porówna się ilość wydawanych płyt z muzyką na instrumentach dawnych z początku lat 90-tych i teraz, łatwo można zauważyć odwrócenie trendów (oczywiście są teraz mp3 itp. ale nagrań firmowanych przez wytwórnie jest mniej).

    Z czwartego wymiaru 😉 niestety w idealnym kraju jakim kulturalnie mogą wydawać się Niemcy, wydatki na kulturę muzyczną także spadły, co prowadzi do zmniejszenia ilości orkiestr i odwrotu od instrumentalnych kierunków studiów – z czegoś po studiach trzeba żyć.

    Wracając do głównego wątku Rambo… dlaczego wyskakuję z tym Judymem, otóż w moim przekonaniu, normalna praca u podstaw zmienia świadomość społeczną w kwestiach kultury. Dlaczego? Dlatego, że może dojść do twórczej interakcji działającego z otoczeniem. Wtedy otoczenie świadome różnych możliwości, może się uwrażliwić na kwestie kultury i wymagać więcej od tego Judyma, ale także od tytularnych leni 😉

    PS
    Miało być ad vocem, a wyszedł prawie wpis 😉

    • pd Says:

      Pytanie brzmi: kto ma wykonywać tą pracę u podstaw? Ja bym na to odpowiedział: my sami. Dlatego też taki wpis.

      • jarek Says:

        Tak, o to samo mi chodzi 🙂
        W sensie nie liczmy na wybranych, bo każdy z nas jest wybrany, a czasy są takie jakimi je czynimy.

        Myślę, że porównywanie się z innymi może prowadzić do zniechęcenia albo nadmiaru samouwielbienia, dlatego warto robić swoje – to wbrew pozorom jest bardzo zaraźliwe 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: