W ciągu jednego miesiąca wziąłem udział w trzech wydarzeniach związanych z obojem i w związku z tym chciałem się z Wami podzielić swoimi spostrzeżeniami, ale najpierw skrótowo chcę zdać relację z wydarzeń.

Pierwszym był jubileusz prof. Stanisława Malikowskiego, który odbył się 26 marca b.r. na Uniwersytecie Muzycznym im. F. Chopina w Warszawie. To już drugi jubileusz Profesora, w którym miałem zaszczyt uczestniczyć. Podczas poprzedniego byłem jeszcze młodym studentem w/w uczelni. Muszę przyznać, że ten sprzed 10 lat był skromniejszy, jeśli chodzi o oprawę, natomiast wtedy jeszcze mieliśmy okazję posłuchać profesora jak razem z Janem Staniendą wykonał podwójny koncert Bacha. Tegoroczny jubileusz organizował Tytus Wojnowicz i trzeba mu przyznać, że udało mu się wszystko. Koncert był naprawdę wspaniały, dowód tego znajduje się w fonotece UMFC. Można było posłuchać wszystkich barw instrumentu, od baroku, przez klasykę, po Brittena. Jako ostatni utwór na koncercie zabrzmiała kompozycja Oboeada Malikianum na chór obojów, stworzona specjalnie na tą okazję przez Piotra Wróbla.
Pomiędzy utworami Tytus Wojnowicz wraz z Romualdem Gołębiowskim zabawnie przybliżyli biografię Profesora ilustrując ją projekcją zdjęć. Reasumując, impreza była wyjątkowa, gdyż dla wielu uczestników studia w klasie Profesora to był decydujący okres w ich życiu, tak więc wszyscy wraz z jubilatem przeżywali ponownie te wzruszające chwile. Po koncercie równie dobrze wszyscy bawili się na przyjęciu, gdzie można było wspólnie powspominać i pośmiać się.

Niecały tydzień później,  1 kwietnia, udałem się na Konferencję Obojową w Katowicach. Duże wrażenie zrobił na mnie wspaniale wyremontowany budynek Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego. Miałem okazję uczestniczyć tylko jeden dzień i był to drugi – końcowy dzień konferencji. Podczas tego dnia miałem okazję posłuchać kursu Petera Tavernaro dla uczniów szkół średnich, oraz jego wykładu, a także koncertu zamykającego imprezę. Udało mi się też przeprowadzić po raz pierwszy poza moją Alma Mater autorski wykład dot. wykorzystania nowoczesnej technologii w ćwiczeniu na oboju.
Impreza była doskonale zorganizowana, uczestniczyli w niej też kursanci zagraniczni, co świadczy o prestiżu tego wydarzenia. Bardzo cenna była dla mnie rozmowa z prof. Tomaszem Miczką, aktualnym Rektorem uczelni. Miałem też fantastyczną okazję by znowu się spotkać i porozmawiać z moim profesorem – Sylwestrem Sobolą.

26 kwietnia zawitałem w Zielonej Górze, gdzie dzień później mogłem przedstawić ponownie mój wykład. Wcześniej miałem okazję posłuchać kursu prowadzonego przez Christopha Hartmanna, oboistę Berliner Philharmoniker. Wieczorem Christoph Hartmann zagrał wraz z orkiestrą Filharmonii Zielonogórskiej koncert obojowy Mozarta.
W Zielonej Górze zaskoczyła mnie doskonała organizacja imprezy oraz rozmach z jakim została przygotowana. Podczas imprezy panowała fantastyczna atmosfera wśród kursantów. Z Zielonej Góry też musiałem uciekać po jednym dniu, ale podejrzewam, że dalszy ciąg kursu był równie ciekawy i inspirujący.

Po tej skrótowej relacji chcę się podzielić kilkoma spostrzeżeniami, którym będzie przyświecać jedna myśl przewodnia. Po pierwsze wszystkie imprezy były bardzo dobrze zorganizowane. Widać było, to cieszy, gdyż w poczuciu potężnego chaosu panującego w naszym kraju podczas organizacji największej w historii imprezy sportowej, nasza nisza ma się całkiem nieźle. Co więcej, bardzo miłym akcentem jest to, że zarówno starsze pokolenie jak i to młode, doskonale razem współpracują, wspierają się i co najważniejsze – szanują.
Podczas każdej z tych imprez panowała atmosfera ogólnej przyjaźni. To również bardzo cieszy, gdyż konkurencja na rynku pracy jest ogromna, wynagrodzenia nie powalają na kolana, wszystko to może powodować frustrację a co dalej z tego wynika, wiadomo. Jednak widać, że Ci wszyscy, którzy uczestniczyli w tych wydarzeniach mają zdrowe podejście i co najważniejsze mają pasję, którą chcą się dzielić i razem cieszyć. To jest bardzo dobry fundament, który najprawdopodobniej przyczynia się do tego, że organizacja  tych wydarzeń była bezbłędna. Każdy włożył swoją cegiełkę zaangażowania, co dało tak dobry efekt. Tutaj należą się brawa wszystkim, którzy pracowali przy organizowaniu, gdyż granie na instrumencie to jest fantastyczna rzecz, ale w każdym zawodzie oprócz tego najważniejszego elementu produkcyjnego jest masa pracy organizacyjnej, którą ktoś przecież musi wykonać. W niedużych firmach taką pracą zajmują się ci sami, którzy robią też ten najważniejszy element.
Jak wspomniałem atmosfera wspaniała, organizacja doskonała, tak więc… nie ma powodów do kompleksów. Potrafimy przygotować tak fantastyczne wydarzenia, tylko to czego mi na nich zabrakło najbardziej to….polski obój. Podczas jubileuszu, który jest bezdyskusyjnie wydarzeniem powiązanym z historią polskiego oboju, przez samą osobę Profesora, ten brak był najmniej odczuwalny. Natomiast kursy prowadzone przez zagranicznych pedagogów, studenci grają utwory zagraniczne. Jedna kursantka w Zielonej Górze pokusiła się o wykonywanie utworu Grażyny Bacewicz – brawo! [ pozdrawiam 🙂 ] Dlaczego wszyscy ciągle chcą grać w kółko te same osłuchane kompozycje zagranicznych kompozytorów. Poulenc, Saint-Saëns, Schumann, Bozza, itd. I dlaczego wszyscy powtarzają, że zagraniczni wykładowcy mają inne podejście? Równie celne uwagi, jakie dawał Christoph Hartmann słyszałem podczas zajęć z Tytusem Wojnowiczem, podejście też było inspirujące, trudno napisać, że takie samo, ale śmiało można powiedzieć, że różniło się ono od podejścia innych moich pedagogów. Mam wrażenie, że w ogólnym entuzjazmie związanym z „zagranicą” tracimy poczucie własnej wartości. Kurs obojowy może być dobry z polskim pedagogiem, utwór polskiego kompozytora może być ciekawy, wymagający i po prostu piękny. Cudze chwalicie, swojego nie znacie. Dlaczego tak rzadko grywa się polskie kompozycje. Apeluję do wszystkich – walczmy o to, aby nasza literatura była rozpoznawalna. Nauczyciele, wybierajcie utwory dla swoich uczniów także polskie. Nie będę więcej się rozpisywał w tym temacie. Sam pamiętam, że za Lutosławskiego chwytali wszyscy tylko jak był w programie do Łodzi. Smutne.
Kolejna sprawa to stroiki. Okazuje się, że bardzo mało studentów robi samodzielnie stroiki. Nie mam nic przeciwko kupowaniu, ale mam przeciwko temu, żeby oboista nie umiał sam zrobić stroika. Sam kupowałem i do tej pory kupuję różne stroiki, ale najczęściej po to, aby podpatrzeć jak są zrobione. Drodzy studenci i uczniowie, życie jest prostsze kiedy potrafimy sobie samodzielnie strugać stroiki. Podczas zajęć w Katowicach czy w Zielonej Górze nikt nie biegał z nożem, nikt nie pytał się nikogo o języczek, itd. Może jestem staroświecki, ale jednak za moich czasów wszyscy coś tam skrobali. Lepiej, gorzej, jak nie było na czym zagrać to czasem profesor albo kolega poratował, ale każdy potrafił sobie coś przygotować. Nie lekceważcie tego, to jest bardzo istotny element warsztatu i własnego stylu gry.

Na zakończenie chciałem dodać, że rozpocząłem akcję inicjującą zawiązanie Stowarzyszenia Polskich Oboistów. Wszystkie osoby, z którymi rozmawiałem wykazały zainteresowanie tym tematem. Ponieważ nie chcę, zostać osądzonym o wykluczanie kogokolwiek z powoływania tego ciała, to na łamach serwisu obwieszczam to publicznie.
W skróconej formie przedstawiam cele i działania jakimi miałoby się zajmować w/w stowarzyszenie. Po pierwsze to promocja polskiego oboju, poprzez pracę archiwistyczną, redakcyjną i wydawniczą zarówno w zakresie tekstów, nut oraz audio-wideo. Drugi element to działalność impresaryjna w zakresie organizacji wydarzeń kulturalnych, m.in. corocznego zjazdu, na wzór imprezy organizowanej przez International Double Reed Society.
Jeżeli jesteście zainteresowani tworzeniem naszego stowarzyszenia to proszę o kontakt, pracy jest dużo, ale każdy może włożyć swoją małą cegiełkę, dzięki której stworzymy nowe możliwości dla wszystkich.

Przemysław Danowski

P.S. Chciałem podziękować wszystkim za zaproszenia na opisane powyżej wydarzenia, a także pozdrowić wszystkie osoby z którymi miałem okazję się spotkać. Jesteście niezwykli 🙂 Bardzo mnie urzekli przyjaciele z Czech, którzy pojawili się na konferencji w Katowicach, którzy powiedzieli: „my znamy tvoja stranku”. Pozdrawiam serdecznie!

Reklamy

Seminarium Katarzyny Pilipiuk

Grudzień 16, 2011

Zapraszamy na Seminarium Pani Katarzyny Pilipiuk pod tytułem: „Osiemnastowieczny repertuar na rożek angielski w świetle muzykaliów z terenów Polski oraz wybranych ośrodków śląskich. Obój w Polsce do końca XVIII wieku, instrumentarium, muzycy, repertuar”. Seminarium odbędzie się 17 grudnia 2011 (sobota) o godz. 11.00 a sali 205 Akademii Muzycznej w Krakowie.

Szanowni czytelnicy,

Wiedza na temat wydarzeń z minionych lat szybko odchodzi w niepamięć. Niniejsza strona ma służyć jako archiwum wszelkich informacji związanych z polską oboistyką. Próba stworzenia tytułowego spisu laureatów polskich konkursów obojowych okazała się być bardzo trudna. W związku z powyższym zwracam się z prośbą do czytelników o pomoc poprzez sprawdzenie poniższych informacji oraz przysyłanie nowych. Zapraszam do specjalnego wątku forum >>>

1970 – Jerzy Kotyczka, Włoszakowice

1986 – Adam Halicki, Pawłowice

1986 – Marek Mleczko, Włoszakowice

1990 – Tytus Wojnowicz, Włoszakowice

1996 – Arkadiusz Krupa, Sieradz

1998 – Filip Woźniakowski, Łódź

1999 – Filip Woźniakowski, Sieradz (?)

2002 – Agata Piotrowska, Łódź

2005 – Jan Soućek, Łódź

2007 – Viola Wilmsen, Dąbrowa Górnicza

Zapraszamy do uzupełniania i poprawiania listy.

W wieku 97 lat odeszła legendarna już postać obojowego świata, Lady Evelyn Barbirolli. To ona była solistką, która w 1948 po raz pierwszy wykonała znany dzisiaj wszystkim koncert na obój W.A. Mozarta. Pozostawiła po sobie spuściznę w postaci wielu pionierskich nagrań, oraz publikacji pedagogicznych. W 1984 została wyróżniona Orderem Imperium Brytyjskiego.

więcej >>>

Posłuchaj jak grała Lady B. >>>

Polska muzyka na obój

Kwiecień 16, 2007

Drodzy Czytelnicy,

Andrzej DobrowolskiSzperając po sieci natknąłem się na fantastyczne archiwalne nagranie bardzo ważnego utworu w historii światowej muzyki, otwierający nowy rozdział w muzyce elektroakustycznej. Chodzi o Muzykę na taśmę i obój solo Andrzeja Dobrowolskiego. Jednocześnie naszła mnie refleksja – jak mało się grywa dzisiaj polski repertuar. Zwracam się z apelem do uczniów, studentów i pedagogów, aby sięgać jak najczęściej do utworów polskich kompozytorów, i nich to nie będzie po raz kolejny Epitafium, które jest doskonałym utworem, ale również doskonale ogranym i osłuchanym. Mamy wiele ciekawych, dużych kompozycji, które mogłyby znaleźć się w repertuarach recitali dyplomowych oraz konkursowych. Nuty są zawsze dostępne w bibliotekach uczelnianych, lecz są prawie nigdy nie wypożyczane. Bacewicz, Kisielewski, Szalonek, Baird, Penderecki, Lutosławski, Kotoński, Twardowski, Skrowaczewski – to światowej klasy nazwiska. Czy ich twórczość jest mniej cenna niż Poulenca, Brittena, czy Martinu?

Pytanie dotyczące nagrania – kto jest wykonawcą? Jeśli ktoś wie, to proszę o przesłanie informacji. Zapraszam do słuchania. >>>

Szanowni czytelnicy! Chciałbym zaproponować cotygodniową serię artykułów opisujących korzenie polskiej oboistyki. Swego czasu nosiłem się z zamiarem napisania pracy dyplomowej na ten temat, jednakże skończyło się to na zebraniu garstki materiałów. Stwierdziłem, że jednak warto je przekuć w niniejszy tekst.

Rok 1657 to data jaką możemy uznać za oficjalne pojawienie się oboju w literaturze muzycznej. To w tym właśnie roku po raz pierwszy Jean Baptist Lully umieścił w partyturze L’amour malade oboje [1].
W Polsce owe czasy to wyjątkowo burzliwy okres królów elekcyjnych, oraz najdłuższego bezkrólewia w dziejach. Ostatecznie na tron Polski wkroczył August II Mocny z dynastii saskiej Wettynów. Uroczystość koronacji Augusta Mocnego jest dobrze udokumentowana, rónież z muzycznego punktu widzenia. Kapela Królewska, zwana Die Königlich Polnisch und Kurfurstlich Sächsische Hofkapele, urzędująca na dworze drezdeńskim, dnia 15 września 1697 roku, podczas uroczystości koronacji składała się z następujących oboistów –  na posadzie, z roczną pensją 400 talarów znajdowali się: Tobias Gräsel, Johan Wolfgang Gräsel, Christian Gräsel oraz Anton Schreiberg. Premierem sekcji oboistów był Tobias Henning, który podczas tego występu grał na fagocie. Sekcję uzupełniali muzycy z zespołu wiedeńskiego: Jean Baptiste Henrion, Charles Henrion, Charles Strinberg oraz Michele Angelo Valzania. Królewską kapelę uzupełniała sekcja szałamaj z Kapeli Elektorskiej z Drezna: Johann Heinrich Koch, Johann Heinrich Praetorius oraz Gottfried Hering. Patrząc z perspektywy wieków można uznać, iż wydarzenie to było swoistym zjazdem oboistów z wszelkich „stolic” muzycznych tamtych czasów. Niemcy, Francuzi, Włosi – w ten oto sposób obój trafił na tron króla polskiego. Oboiści z polskimi nazwiskami pojawiają się dopiero w XVIII wieku. W Dreźnie znajdował się tron polskigo króla nieprzerwanie (z wyjątkiem pięcioletniego okresu panowania Stanisława Leszczyńskiego) do 1763 roku, ale dopiero w roku 1742 oboistą w królewskiej kapeli był Polak – Jan Wronowski [2].

Wiadomo, że w XVII wieku istniały kapele wojskowe (janczarskie), w których to były sekcje surmiarzy, czy surmistów, zwanych również piszczkami. Taką orkiestrę utrzymywał ok. 1635 roku w Kwidzyniu Rafał Leszczyński wojewoda bełski, pożniejszy elekcyjny król Polski. Można podejrzewać, iż niektrzórzy surmiści marzyli o karierze muzyków dworskich, którzy to wiedli życie raczej szlacheckie, niźli giermkowskie, a jak wiemy, surma to pradziad oboju. Po terminach u mistrzów z zachodu, niektórzy sami mogli awansować, bądź posyłać do nich swoje dzieci, a przecież dzięki przejęciu polskiego tronu przez saskiego władcę, dostępność zagranicznych muzyków również musiała się zwiększyć. Zatem ryzykuję tezę, iż obój w Polsce pojawił się jeszcze zanim był obojem. Surmiści byli pierwszymi muzykami, którzy na masową skalę spopularyzowali tego rodzaju instrument, zatem początki polskiej pra-oboistyki sięgają początków polskiego handlu i konfliktów zbrojnych z Imperium Osmańskim.

1. Grove’s Dictionary of Music

2. Słownik muzyków polskich, tom II: M-Z (pod redakcją Józefa Chomińskiego), Polskie Wydawnictwo Muzyczne, Kraków 1967